Będzie krach. Nie tam, daleko nad południowym morzem. U nas będzie. Spadki ostatnich dni na giełdach i nieproporcjonalne osłabienie polskiej waluty ma swoje przyczyny nie związane z paniką.
Dziś jest 17-05-2012 właśnie rozliczyłem podatki firmom. Mamy w biurze kilkudziesięciu klientów, przeróżnej wielkości i reprezentujących wiele gałęzi gospodarki. Patrzę na ich wyniki i nie chce mi się oczom wierzyć. Wszędzie tam, gdzie firma sprzedaje detalicznie, jest kilkadziesiąt procent niższy przychód niż w kwietniu roku ubiegłego. Mało istotne czy dotyczy to handlu LPG na stacjach, duperelami na allegro czy ubraniami w sklepie. Wszędzie jest dramatyczny spadek sprzedaży.
Trochę lepiej jest na rynku między firmami ale on działa z opóźnieniem. Spadek zamówień jest tam wtórny do spadku sprzedaży detalicznej, której mój mały wykres sprzedaży załamał się i leci w dół jakby miał zamiar wbić się w ziemię. To kwestia czasu kiedy i tam spadek zacznie być wyraźnie odczuwany.
Jeśli ja po swojej niewielkiej przecież próbie widzę takie rzeczy to inni widzą więcej i lepiej. Szczególnie jeśli mają pieniądze i porządne narzędzia analityczne. A ja widzę, że kto nie siedzi w naprawdę dobrej branży, ten nie ma czego szukać na rynku, niech się lepiej od razu zwija.
Od dłuższego już czasu obserwuję coraz więcej lokali do wynajęcia. Przednówek w sektorze budowlanym przedłuża się coś za bardzo, jest już połowa maja, a firmy ciągle narzekają na płatności. Teraz spadek sprzedaży detalicznej. Zobaczymy, mam nadzieję, że się mylę. W sumie to bym bardzo chciał.



